Binary Domain

Napisane przez w w Recenzje, 3 More

Binary Domain – Recenzja

Niedawno mogliście przeczytać na naszej stronie o szczodrym udostępnianiu kluczy do gier przez SEGĘ. Dzięki kluczom mogliśmy dostać za darmo pełną wersje Condemned: Criminal Origins, Viking: Battle of Asgard, SEGA Genesis & Mega Drive. No i Binary Domain. Stwierdziłem, że jest to dobra okazja, by zagrać w ten tytuł. Chciałem się przekonać, czy naprawdę gra jest crapem, za którego uważa ją wielu graczy, dając jej oceny pokroju 2/10, czy max. 4/10. Ja nastawiłem się na to, że jeżeli SEGA daję mi za darmo Condemned: Criminal Origins, które było bardzo dobrym horrorem, a gra została przeze mnie przyjęta pozytywnie, to raczej Binary Domain też może mnie zadowolić.2016-02-22_00030

,,Holler if you dead…”

2016-02-22_00010

Jest rok 2080, nastąpił kryzys cywilizacyjny. Ludzie przestali być ufni wobec siebie. Na świecie są androidy, które wyglądają jak ludzie i są przekonane, że są ludźmi. Nowa konwencja genewska została złamana przez szalonego naukowca Yojiego Amadę, który przekonał japoński rząd, by wprowadzić do obrony narodowej nieograniczoną ilość robotów. Według angielskiego wywiadu szpiegowskiego okazuje się, że Amada jest odpowiedzialny za tworzenie Androidów, zwanymi „Hollow Child”. Wcielamy się w Daniela Marshalla, członka sił specjalnych Rust Crew i razem ze swoim przyjacielem Big Bo wysyłani zostajemy przez ONZ do ujęcia Yojiego Amadę i zniszczenia źródła produkcji Androidów „Hollow Child„.

2016-02-25_00002

Gra zaczyna się dobrze od początku przeczuwałem ten plot twist, że główny bohater może być właśnie tym Androidem. Wszystko to jest opowiedziane w filmowym stylu jak w Metal Gear Solid. Cała odprawa, pokazanie wydarzeń sprzed głównej gry. Nie jest źle, naprawdę. Kiedy poznawałem bohaterów, zrobiło się trochę infantylnie. Główny bohater bardzo optymistycznie podchodził do rzeczy i zachowywał się, jakby się bawił, a nie był na misji. Jego kumpel Big Bo to stereotypowy Afroamerykanin. Duży, mówiący ze specyficznym angielskim akcentem i niekiedy rapujący. W dalszej części gier spotykamy więcej towarzyszy. Każda postać jest stereotypowa w zależności od jego kraju pochodzenia. Mamy Charlesa Gregory’ego, Brytyjczyka, który był w MI6, mówiący tym irytującym dla mnie akcentem brytyjskim i jego towarzyszkę Rachel Townsend, która wygląda jak facet i specjalizuje się ładunkami wybuchowymi. Jest też Chinka Faye Lee. Poważna i wyczulona na brak zrozumienia chińskiej kultury. No i najlepsza postać, ukazująca stereotyp swojego kraju. Robot Cain pochodzący z Francji. Ma apaszkę, stara się być szarmancki i mówi po francusku do członków drużyny. Jego sugestie dotyczące dywersji są najlepsze. Muszę stwierdzić, że odczuwałem lekkie wywyższanie się Japończyków, kiedy do naszej drużyny dołączyło dwóch przedstawicieli tego narodu. Mamy sierżanta Kurosawę – policjanta, który stara się być zawsze sprawiedliwy i dobry dla ludzi. No i członka ruchu oporu Akirę Shindo. Każdy z tych towarzyszy ma swoją specjalizacje np. Faye jest snajperem, Big Bo daje wsparcie ogniem zaporowym, A Cain… szybko biega (ACH, TE STEREOTYPY).

Bieganie i strzelanie odpręża

2016-02-22_00018
Sama rozgrywka jest naprawdę dobra. Wartka akcja, różnorodni przeciwnicy, różni bossowie. Mimo że gra jest liniowa, bo sprowadza się do biegania, chowania się i strzelania we wszystko, co popadnie, to wcale nie jest nudno. W grze cały czas się coś dzieje, a my zestrzeliwując bataliony robotów, popychamy fabułę do przodu. Twórcy chcieli wzbogacić grę o system rozpoznawania głosu, który niestety nie działa, jak należy. Zauważyłem, że to był największy argument recenzentów za tym, że gra jest crapem. System rozpoznawania głosu miał działać na zasadzie podawania komend głosowych do naszych towarzyszy, by oni wypełniali nasze rozkazy. W moim przypadku nie działało dobrze. System słowa interpretował na swój sposób. Na przykład, gdy mówiłem „fire”, to gra rozpoznawała Faye. Problem pojawiał się również w sekcjach dialogowych, kiedy mogliśmy rozmawiać z członkami naszej drużyny przed lub po bitwie. Cały czas system źle interpretował to, co mówiłem. Zacząłem myśleć o sobie, że może to mój akcent jest zły, a może to odgłosy z głośników tłumiły moją mowę. Na szczęście komendy głosowe dało się zastąpić krótkimi komendami, które mogliśmy sobie wybrać, naciskając tabulator. Gra daje nam możliwość modyfikowania karabinu za kredyty zarobione na pokonywaniu przeciwników. Oprócz naszego oręża możemy też modyfikować broń naszych towarzyszy, która zapewnia lepszą skuteczność w walce. W grze występują Quick Time Eventy, które polegają na naciśnięciu jednego guzika w dobrym momencie, by uciec z zagrożenia.

Później robi się dziecinnie i niezręcznie

2016-02-22_00027

W późniejszej fazie gry nasze postacie zaczynały być dla mnie irytujące swoją infantylnością. Główny bohater zachowywał się jak dzieciak, który czuł się jak na placu zabaw. Wspólnie żartował ze swoim czarnym kolegą, Anglik dumnie napuszony strzela do robotów, a Chinka ma cały czas pretensje do naszego bohatera, że jest Jankesem. A robot raz ucieka, a raz zachowuje się jak lokaj dla pozostałych członków. Najlepsze jest to, że w grze nie mogło zabraknąć wątku miłosnego. Tu zarzucę spoilerem, ale to jest rzecz trochę absurdalna. Nasz główny bohater pomimo spięć z Faye zaczyna coś do niej czuć, chociaż dalej się nawzajem obrażają, że ten jest jankesem, a ta chińską wieśniaczką. Potem tego będzie jeszcze więcej. Okazuje się, że kobiety androidy „Hollow Child” mogą rodzić prawdziwych ludzi. W tym momencie ogłupiałem. Myślę: ,,Ale jak maszyna może urodzić, człowieka z krwi i kości?. No można, jak widać. W końcu to gra. Gra zawiera bardzo dużo kliszy z filmów akcji i Metal Gear Solid. Nawet śmierć z jednego z członków drużyny wyglądała identycznie jak śmierć Big Bossa w Metal Gear Solid 4, a motyw z komputerem, który zmienił rozkaz działania wygląda identycznie jak z Metal Gear Solid 4.

Online nie bangla

Po ukończeniu kampanii chciałem doświadczyć, jak wygląda tryb online w Binary Domain. Niestety, nie ma dostępnych serwerów i nie można grać.

2016-02-25_00009

Soundtrack…

2016-02-22_00009

Menu główne soundtracka mówiło, że będzie czego posłuchać. Niestety nie, cały czas słychać w tle jakieś tanie techno, które jest zagłuszane przez odgłosy gry. Mimo tego, że ściszałem dźwięk gry, a wciąż były słyszalne i riytujące. Bardzo nie lubie takiego zabiegu w grach. W Mortal Kombat X jest tak samo. Muzyczka z areny sobie popierdywa i jest po prostu denna. Dałbym wyższą ocenę Binary Domain, gdyby soundtrack był lepszy. Dla mnie dźwięk i muzyka zawsze były ważnymi elementami razem z grywalnością i grafiką.

,,Let the times roll”

2016-02-22_00022

Podsumowując, Binary Domain nie jest złą grą, jak opisywali ją inni recenzenci. Jest dobra, bawiłem się przy niej dobrze. Nie jest też ani za krótka, ani też nie za długa. Gra zajęła mi 13 godzin, które uważam za dobrze spędzone. Graficznie prezentuje się średnio, jednak nadrabia dużą ilością efektów i wybuchów. Binary Domain jest jednak grą jednorazową. Po ukończeniu tytułu jakoś mnie nie ciągnie do tego, by przejść go ponownie. Może przez infantylność postaci, może przez te same schematy, które widzieliśmy w innych filmach, czy grach. Dla graczy bardziej wymagających i niewybaczających takich rzeczy, jak przesadna prostota bohaterów czy niedziałający system rozpoznawania komend, ta gra będzie nie do przejścia.

The Good

  • Przyjemnie się strzela
  • Ładne lokacje
  • Nie za długa, nie za krótka
  • Różni przeciwnicy
  • Bossowie
  • Wartka akcja

The Bad

  • Dziecinne postacie
  • Stereotypy
  • Dziwna i absurdalna fabuła
  • Tryb online nie działa
  • Kiepski soundtrack
70

Written by: Gość

Nasz fanpage