Dying Light: The Following

Napisane przez w w Recenzje

Dying Light: The Following – recenzja

Nigdy nie przepadałem za zombie. Czy to w grach, czy to w filmach, gdy tylko gdzieś zobaczyłem te pokracznie poruszające się kreatury od razu udawałem się jak najdalej od nich. I nie wynikało to ze strachu, a raczej z obrzydzenia. Temat nieumarłych trupów wydawał mi się zbyt oklepany i po prostu nie chciałem się w niego zagłębiać. I pewnie omijałbym zombiaki szerokim łukiem do teraz, gdyby nie pewna polska gra.

Mowa tu oczywiście o Dying Light. Za namową znajomego nabyłem egzemplarz gry, głównie po to aby pograć trochę w trybie kooperacji. Mimo tego, że podchodziłem do tematu sceptycznie, pozytywnie się zaskoczyłem. Gra spodobała mi się tak bardzo, że od razu nabyłem Season Passa. Byłem bardzo podekscytowany, gdy Techland ogłosił, że mają w planach wypuszczenia rozszerzenie fabularnego. I w końcu doczekałem się.

The Following zmieniło zupełnie typ rozgrywki. Ciasne, niewielkie miasto zostało zastąpione obszernym płaskim terenem, element parkouru wyparto przez szybkie przemieszczanie się po świecie samochodem, a do historii dodano szczyptę mistycyzmu. Zmieniło się prawie wszystko. Ale po kolei.

„Wsi spokojna, wsi wesoła.”

Przyzwyczaiłem już się do miejskiego klimatu Harranu. Skakanie po dachach sprawiało mi nie lada przyjemność, a lawirowanie między budynkami nie sprawiało już kłopotów. Przeniesienie rozgrywki na duży, otwarty teren mógł być strzałem w stopę dla polskiej produkcji. Wszak nie po to rozwijaliśmy umiejętności parkouru, żeby teraz beztrosko biegać sobie po polach. Obawiałem się tego aspektu gry. Oczywiście wiedziałem już, że do poruszania się po mapie służył nam będzie pojazd, jednak miałem pewne wątpliwości co do tego zamysłu.

Gdy jednak wyszedłem z kanałów prowadzących poza miasto, moim oczom ukazał się widok terenu z którym przyjdzie mi się zmierzyć. I muszę przyznać, byłem pod wrażeniem. Duża, otwarta lokacja mimo wszystko na pierwszy rzut oka wyglądała zachęcająco. Dodatkowo zaraz na początku musiałem przypomnieć sobie to, co w podstawowej części robiłem niemal bezustannie – wspinanie się po ścianach.

2016-02-09_00001

Twórcy sprytnie zorganizowali kwestię parkouru. Rozmieszczenie po okolicy wielu półek skalnych oraz wzgórz, na które można się wspiąć, dały nie tylko świetny efekt jeśli chodzi o gameplay ale także nieźle podkreślają klimat otoczenia. No i nie dały nam zapomnieć tego, czego nauczyliśmy się w podstawce. Poza stworzonymi przez naturę miejscami, na które można się wdrapać, znajdziemy także wiele wież obserwacyjnych czy wież wodnych, gdzie możemy znaleźć ciekawe przedmioty. Ten teren zdecydowanie sprzyja dalszemu rozwijaniu naszych parkourowych umiejętności.

Wielka mapa oznacza także wiele terenów do eksploracji. To zdecydowanie plus tego dodatku. Nie chcę powiedzieć, że w Harranie mało było takich miejsc, ale czerpałem o wiele więcej przyjemności z odkrywania sekretów tych rozległych wsi, niż w samym mieście. Wynikało to pewnie z większego poczucia wolności.

„To pierwszy wóz na chodzie jaki widzę od bardzo dawna.”

Przemierzanie tak wielkiej mapy na piechotę byłoby prawdziwą udręką, nawet dla tak doświadczonego biegacza, jakim jest Kyle. I nie pomogłyby nawet te niesamowite widoczki. Na szczęście ekipa Techlandu wszystko dokładnie przemyślała i wprowadziła samochody buggy. Chociaż pewnie to ten rozległy teren powstał po to, aby móc cieszyć się jazdą naszymi łazikami. Tak czy owak, dodanie pojazdów do gry to był strzał w dychę.

2016-02-09_00003

Miałem jednak obawy co do sterowania naszym łazikiem. Bałem się, że jazda będzie drętwa i ciężka do przyswojenia. Całe szczęście, moje obawy okazały się nieuzasadnione. Prowadzenie pojazdu jest na prawdę przyjemne i intuicyjne. Widać, że przyłożono do tego wielką wagę (i to nie powinno dziwić, w końcu to główna cecha dodatku).

Jednak buggy to nie tylko środek transportu, ale także śmiercionośna broń. A jakże miały być inaczej, przecież wszędzie dookoła roi się od krwiożerczych zombie i tylko proszą się aby przypadkowo w nie wjechać. I nie wiem czy mam coś z głową, ale widok latających na boki bezwładnych ciał sprawiał mi dziwną satysfakcję. Chyba powinienem udać się do lekarza.

W każdym razie aby zwiększyć siłę uderzeniową naszej fury możemy ją ulepszyć, odblokowując kolejne części za zdobyte punkty doświadczenia. Przykładowo, możemy zamontować elektryczną klatkę, którą można zrzucać co poniektórych natrętniejszych nieumarłych, lub wyposażyć nasz pojazd w światła UV, które pozwolą nam stworzyć tymczasową, bezpieczną strefę.

Żaden samochód nie jeździ na powietrze (jeszcze), także w The Following musimy dbać o zawartość baku naszego autka. Potrzebną benzynę możemy uzyskać, przeszukując samochody pozostawione na ulicach. Przyznam szczerze, że bardzo podoba mi się pomysł na wykorzystanie zniszczonych pojazdów. Wcześniej traktowałem je jako element otoczenia, teraz nie przechodzę obojętnie obok żadnego. Tym bardziej, że w tych samochodach oprócz paliwa, znaleźć można także niezbędne składniki, potrzebne do wytworzenia ulepszeń dla naszego buggiego, takich jak silnik, czy zawieszenie.

„Teraz zrozumiałem jak bardzo błądziłem. Otworzyli mi oczy na prawdę… na światło”

2016-02-09_00004

W podstawowej części fabuła gry oraz zadania z nią związane bardzo kulały. Przynieś to, pobiegnij tam, posprzątaj piętro niżej (pozabijaj zombie, ma się rozumieć). Jak na „wybrańca”, który ma uratować ludzkość przed zarazą są to questy raczej nudne. W The Following widać, że aspekt fabularny nieco się polepszył. Nieco, bo mimo że przydzielane nam zadania wciąż są bardzo podobne do tych z podstawki, to wprowadzony element tajemniczości, mistycyzmu wpłynął ewidentnie pozytywnie na produkcję.

Zdecydowanie najlepszą częścią fabuły było zakończenie. I nie chodzi mi o to, że w końcu historia się zakończyła. Było w tym coś nietuzinkowego, coś czego się nie spodziewałem, ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Właśnie tak powinno robić się finały.

Errare humanum est.

Techland wykonał dobrą robotę przy tym dodatku. Niestety nie ustrzegł się paru błędów, które nieco psuły magię rozgrywki. Przykładowo gdy podczas jazdy wcisnąłem klawisz odpowiedzialny za wysiadanie, pojazd nagle się zatrzymywał a ja wysiadałem, tak po prostu.

Miałem również problem z niektórymi dialogami, które nienaturalnie „rozjeżdżały się” lub były niedokończone. Dodatkowo znikające sprzed maski samochodu zombiaki, ale to już tylko w trybie multiplayer.

Podsumowanie

The Following jest zdecydowanie produkcją kompletną. Bardzo dobry dodatek, panie i panowie z Techlandu pokazali jak powinno robić się DLC. Gdyby bardziej rozwinąć fabułę, bez problemu można by go wypuścić jako pełnoprawną grę. I mimo, że pojawiło się parę niedogodności i nie wszystkie aspekty były dopracowane do ostatniego szczegółu, jest to na pewno pozycja obowiązkowa dla każdego fana gatunku. Jak dla mnie murowany kandydat do najlepszego dodatku 2016 roku.

The Good

  • Ciekawe zakończenie fabuły
  • Duża, starannie zbudowana mapa
  • Buggy!
  • Zachowane najlepsze elementy z podstawki
  • Nowe rodzaje zombie
  • Koszmarny poziom trudności

The Bad

  • Nudne, przewidywalne questy
  • Parę bugów
  • Nieciekawe postacie
80

Written by: Gość

Nasz fanpage